prologIII

3.Philip

poniedziałek, 4.lipca.2011, 14:33
Ta noc znów nie przyniosła ukojenia. Ten sam koszmar, ten sam potwór, ten sam pokój i ten mężczyzna, a raczej jego cień w oknie balkonowym. Ellie nieco się ociągając, wstała z łóżka. Dzień był nieco chłodny i pochmurny, ale nie padało. Ulżyło jej. Bardzo nie lubiła deszczu. Wizja mokrych butów, ubrania i wszystkiego, gdzie tylko dostały się krople deszczu, przyprawiała ją o gęsią skórkę. Jednak taką pogodę jak dzisiaj, lubiła.
Pościeliła łóżko, ogarnęła bałagan w pokoju wynosząc brudne ubrania do kosza w łazience i zabrała się za poranną toaletę. Gdy spojrzała jednak w lustro, przeraziła się. Była bledsza niż zwykle, jej źrenice były rozszerzone, usta dziwnie czerwone, a oczy bardzo podkrążone.
-O mój... Wyglądam okropnie.-pomyślała i przemyła twarz zimną wodą. Gdy znów spojrzała w lustro, pozostała tylko lekko blada cera i niewielkie worki pod oczami.
-Musiało mi się coś chyba przywidzieć.-pomyślała i weszła pod prysznic.
Godziny się strasznie dłużyły. Dziś o 17 miała spotkanie ze swoim „oprawcą” Philipem. Nie mogła się doczekać, ponieważ ten mężczyzna naprawdę wpadł jej w oko. Mimo, iż wydawało jej się, że wstała dawno temu, to minęły zaledwie 4 godziny i zegar wskazywał 13:30. Znudzona wpatrywaniem się w zegar, wzięła swojego laptopa na kolana i usiadła na sofie w salonie, stopy opierając na niewielkim drewnianym stoliku. Ellie uwielbiała antyki, dlatego prawie wszystkie meble, z wyjątkiem do łazienki i kuchni kupiła w antykwariatach. Większość pochodziła jednak z niewielkiego antykwariatu z Newbury. To niesamowite, że meble do salonu i sypialni tak świetnie do siebie pasowały. Pani w antykwariacie powiedziała, że meble pochodzą z domu pewnej rodziny, która kiedyś zamieszkiwała miasteczko i niedawno ktoś je jej sprzedał. Podobno ich potomek wrócił do miasta. Nie chciała jednak zdradzić więcej szczegółów, gdyż „młodzieniec”-jak go nazwała, prosił o dyskrecję. Gdy tylko dziewczyna włączyła komputer, na pulpicie pojawił się napis: „Masz 1 nową wiadomość.”. Nie czekając ani chwili, otworzyła pocztę. Nadawca był nieznany, jednak tytuł wskazywał, że ten ktoś ją zna. Otworzyła e-maila i jej oczom ukazał się tekst: „Gdy noc nadejdzie, szukaj mnie w swoim świecie ciemności.”. Pomyślała, że to całkiem dziwne, ale nie przejęła się tym i zaczęła czytać jakieś portale plotkarskie i informacyjne. Nie wiedząc kiedy, minęły prawie 2 godziny, więc pospiesznie wyłączyła laptopa i ruszyła do pokoju w poszukiwaniu jakichś ubrań. Sama nie wiedziała, czy ma założyć coś eleganckiego, czy może raczej zwykłe dżinsy i jakiś t-shirt. Po chwili namysłu, zdecydowała się na zwykłe dżinsy, cieplejszy sweter i do tego buty, na niewielkim obcasie. Całość prezentowała się elegancko, jednak nie przesadnie. Wrzuciła na siebie jeszcze czarne korale i kolczyki od kompletu. Nałożyła makijaż, upięła włosy w kucyk, chwyciła torebkę i ruszyła na parking do samochodu.
Na miejscu spotkania była 10 minut przed czasem, rozejrzała się, jednak jej towarzysza nigdzie nie było, zajęła więc stolik i zamówiła sobie swoją ulubioną herbatę pomarańczową. Lubiła tę kawiarenkę. Była mała, lecz przytulna. Na ścianach wisiały przedwojenne zdjęcia okolic Newbury, które wtedy prezentowało się naprawdę niesamowicie, mimo nie wielu budynków. Przychodzili tu przeróżni ludzie, i młodzi i starzy, i przejezdni i miejscowi. Mimo dużego ruchu, zawsze można było znaleźć tu jeden lub dwa wolne stoliki. Zanim dostarczono Ellie herbatę, do środka wszedł mężczyzna. Był to ten sam mężczyzna, na którego czekała. Uśmiechnął się do niej i podszedł do stolika. Ellie spojrzała na zegarek, była punkt 17.
-Jest pan niezwykle punktualny.-uśmiechnęła się do niego.-Proszę usiąść.
Mężczyzna zajął wskazane przez Ellie miejsce naprzeciwko.
-Staram się. Miło znów panią widzieć. Z tego co widzę, wszystko jest w porządku.-powiedział przyglądając się dziewczynie.
-Tak, jak wspominałam wcześniej przez telefon. I proszę mi mówić po imieniu. Jestem Elisabeth, ale proszę mówić mi Ellie.-podała mu dłoń.
-Elisabeth, piękne imię. Philip, znajomi mówią Phil.-uścisnął dłoń Ellie. Dziewczyna spojrzała na jego twarz, wcześniej nie zauważyła jak piękny ma uśmiech, uśmiech, który cudownie podkreślał wszystkie rysy jego twarzy. Tę chwilę przerwała kelnerka, podając herbatę. Ellie szybko puściła dłoń Philipa, podziękowała za herbatę i zwróciła się do Phila.
-Byłam trochę wcześniej i zamówiłam już sobie herbatę, nie masz nic przeciwko?-zapytała lekko zdenerwowana.
-Nie, ależ oczywiście, że nie.-uśmiechnął się znów.-Dla mnie proszę herbatę cytrynową z miodem.-zwrócił się po chwili do kelnerki.
-Mmm, niezły wybór. Druga z moich ulubionych.-zaczęła rozmowę Ellie.
-Tak, mają tu naprawdę niesamowite te herbaty. Nic się nie zmieniło, smakują tak samo cudownie jak dawniej.-zamyślił się Philip.
-No właśnie, nigdy Cię tu nie widziałam. Jesteś stąd?-zapytała dziewczyna z zaciekawieniem.
-Hmm... To długa historia.-powiedział chłopak.
-Myślę, że mamy trochę czasu.-nalegała Ellie.
-No dobrze, więc od czego by tu zacząć. Urodziłem się w Newbury jakiś czas temu. Dorastałem tu, a potem wyruszyłem w świat i niedawno wróciłem.-odrzekł.
-Niezbyt długa ta historia.-zaśmiała się dziewczyna.-A dokąd podróżowałeś?
-Tu i tam. Głównie Ameryka Południowa, ale także południowo-wschodnia Europa.
-To bardzo interesujące miejsca.-uśmiechnęła się Ellie.
-Tak... Niezwykle interesujące.-zamyślił się. Ten stan przerwała mu jednak kelnerka, która przyniosła wcześniej zamówioną herbatę. Philip upił łyk.
-Mmm... Tego smaku się nigdy nie zapomina.-delektował się.
Ellie przyglądała mu się uważnie. Była wręcz oczarowana jego urodą. Jego grzywka lekko opadała na czoło, oczy miał zamknięte, a twarz zastygła w lekkim grymasie. Po chwili otworzył nieskazitelnie błękitne oczy.
-Dali za mało miodu.-powiedział sam do siebie.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko się uśmiechnęła.
-Wracając jednak do celu naszego spotkania-zaczął chłopak.- jestem Ci winien pieniądze za pralnie i inne rzeczy, które się umoczyły.
-Nie. Nie ma mowy. Nic się nie zniszczyło, a ubrania i tak musiałabym uprać, więc naprawdę nie ma o czym mówić.-zaprotestowała.
-Elisabeth, ale ja naprawdę poczuwam się do winy i chciałbym Ci to jakoś wynagrodzić.-nie rezygnował.
-Wynagrodzić mówisz? To może kolacja i kino?-zaproponowała.
-Jeśli tak mogę Ci wynagrodzić ten wypadek, to ok.-uśmiechnął się.
-To rozumiem, że jesteśmy umówieni, tak?-upewniła się Ellie.
-Tak. Zadzwonię do Ciebie jutro, by ustalić termin na ten tydzień.
-Super.-ucieszyła się.
-To w ramach wstępu, może opowiesz mi coś o sobie?-zaproponował Philip.
-Zależy co chcesz wiedzieć.-uśmiechnęła się.
-Najlepiej wszystko.
-Nie lubię mówić o sobie. Łatwiej by mi było, gdybyś zapytał o coś.
-Rozumiem. Czy dorastałaś w Newbury?-zapytał.
-Tak. Urodziłam się w roku 1990 w Newbury. Moja rodzina posiada dom na przedmieściach. Dom jest już bardzo stary, dziedziczony z pokolenia na pokolenie. W nim się wychowywałam, teraz natomiast mieszkam blisko centrum w nowych blokach.-odpowiedziała.
-Stary dom? Nie wiele ich tu. Raptem 5. Do jakiego rodu należy Twój?-pytał zaciekawiony.
-Blackwood.
-To jeden z dwóch najstarszych w Newbury. Wiedziałaś o tym?-spojrzał na nią zaintrygowany.
-Nie. Nie za bardzo znam historię mojej rodziny i miasta.-zawstydziła się nieco.
-Jest bardzo ciekawa. Krąży wiele legend o tym miejscu.
-Jakich? Opowiedz mi!-poprosiła podekscytowana.
-Dobrze, opowiem, ale przy umówionej kolacji.-odpowiedział.
-Niech będzie.-westchnęła zawiedziona.
-Dziwi mnie trochę, że nie znasz żadnych.
-Jakoś nigdy mnie to nie interesowało. Powiedz mi chociaż, do jakiego rodu należy drugi z najstarszych domów.-poprosiła.
-Do Southertonów.-odpowiedział.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

2.Sen

wtorek, 4.stycznia.2011, 17:07
-Nie! Zostaw mnie!
Ellie obudziła się z krzykiem, cała zlana potem. Usiadła, rozejrzała się po pokoju. Nikogo w nim nie było. Była całkiem sama. Położyła się znów, przykryła kołdrą i wpatrywała się w ciemność.
Znów miała ten sam sen. Ten sam, straszny sen. Miała go odkąd tylko sięga pamięcią, jednak teraz pojawia się w nim coraz więcej szczegółów.
Na początku miała tylko przebłyski. Ciemna, bezksiężycowa noc, jakiś stary dom i jakiś mężczyzna pochylający się nad nią. Jednak odkąd skończyła 20 lat, w śnie widziała coraz więcej. Leżała w łóżku z pięknie zdobionymi filarami, na których utrzymywał się baldachim. Pokój wyglądał zupełnie jak jej pokój w domu rodziców, jedyną różnicą było to, że meble były inaczej ustawione i na szafkach znajdowały się nieznane jej rzeczy. Noc była gorąca i ciemna. Przez otwarte okno balkonowe widziała gwiazdy na czarnym niebie. Kiedy odwróciła się by zgasić świeczkę stojącą na szafce, ujrzała go. Na jej łóżku siedział młody mężczyzna, znała go. Uśmiechnęła się do niego i chciała go o coś zapytać, jednak w tym momencie zauważyła w jego twarzy coś niepokojącego. Jego niebieskie zazwyczaj oczy, zmieniły kolor. Były całkowicie czarne. Twarz zaczęła przybierać kolor sinoczerwony, a jej rysy się wyostrzały. Nagle w kącikach ust pojawiły się kły. Meżczyzna pochylał się ku niej, lecz w pewnym momencie spojrzał w stronę balkonu. Ellie również tam spojrzała. Ujrzała cień. Wyglądało na to, że zostanie uratowana przed bestią siedzącą na jej łóżku, ale postać się nie poruszała. Ellie zaczęła krzyczeć:
-Pomóż mi, proszę! On chce mnie zabić!
Ale postać się nie poruszyła.
-Twój ukochany Ci nie pomoże. Zawsze uważałem go za tchórza. Nie wiem co w nim widziałaś-odezwał się do niej mężczyzna siedzący na łóżku i nagle zbliżył się do jej szyi. W tym momencie się zawsze budziła, tak było i tym razem.
Nie miała pojęcia kim był mężczyzna siedzący na jej łóżku. Pewnie kiedyś obejrzała jakiś horror, który ją teraz prześladuje we śnie. Ellie przewróciła się na bok i zasnęła.
-Znów miałaś ten okropny sen?-zapytała Michelle, kiedy siadała na sofę w salonie Ellie.
-Skąd wiesz?-zapytała zaskoczona Ellie.
Kto jak kto, ale Michelle dobrze znała Ellie. Dziewczyny znały się praktycznie od małego. Ich mamy razem studiowały i gdy wyszły za mąż, okazało się że mieszkają niedaleko siebie.
-Bo zawsze po tym śnie tak wyglądasz. Jesteś blada i osowiała, masz podkrążone oczy i nieobecny wzrok. Wymieniać dalej?-odrzekła Michelle.
Ellie spojrzała na nią nieprzytomnie:
-Nie, nie trzeba. Masz rację, znów mi się to śniło. Mam tego serdecznie dość.
-Ellie, już dawno Ci mówiłam, że powinnaś iść do psychologa. Długo tak nie pociągniesz-zmartwiła się Michelle.
-Przesadzasz.-wymusiła uśmiech Ellie.
-Doskonale wiesz, że nie, ale rób jak chcesz, to Twoje życie i nie będę się wtrącała. A właśnie, dzwoniłaś już do tego faceta, który zepchnął Cię do wody?
-Jeszcze nie, miałam dziś to zrobić. Na szczęście dokumenty nie przemokły, telefon też działa bez zarzutu. Gorzej z ubraniem bo nie nadawało się po praniu do użytku.-stwierdziła Ellie.
-Już ja Cię dobrze znam! Nie zadzwonisz do niego z powodu zniszczonego ubrania! Wpadł Ci w oko.-zaczęła śmiać się Michelle.
-Czasem żałuje, że znamy się tak długo. To, że znasz mnie tak dobrze jest czasem naprawdę denerwujące.-westchnęła Ellie.
-Nie marudź, tylko dzwoń do niego!-ekscytowała się Michelle i podała Ellie telefon.
Dziewczyna wzięła komórkę do ręki, sięgnęła po wizytówkę Philipa i wykręciła numer.
-Słucham?-odezwał się po chwili głos w słuchawce.
-Dzień dobry. Tu Elisabeth Tingham. Dzwonię do pana w sprawie tego wypadku nad rzeką.-powiedziała niepewnie.
-A to pani! Dzień dobry. Bałem się, że pani już nie zadzwoni. Mam nadzieję, że wszystko w porządku. Może umówilibyśmy się na herbatę jutro o 17 w kings coffe house.-ucieszył się mężczyzna.
-Dobrze. Zjawię się tam o 17.-odrzekła lekko zbita z tropu nagłością propozycji Ellie.
-W takim razie do zobaczenia Elisabeth.-pożegnał się Philip i odłożył słuchawkę.
-Do zobaczenia.-pomyślała Ellie.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

1. Złe, złego początki.

środa, 29.grudnia.2010, 17:17
Newbury było to małe miasteczko niedaleko Londynu. Wyglądało na to, że zapowiada się kolejny zwykły letni dzień. Jak zazwyczaj Elisabeth wstała koło południa. To był kolejny plus tego, że mieszka sama. Mogła spać ile chce, mogła rzucać ubrania gdzie chce, mogła robić imprezy kiedy chce i nikt jej nie marudził nad uchem. Te przywileje miała od niedawna, gdyż własne mieszkanie dostała na 21. urodziny, które obchodziła 10 marca. Dokładnie 3 miesiące temu.
Jako oczko w głowie tatusia i dziedziczka dużej fortuny mogła sobie pozwolić na wiele. Co prawda nie była typową „bogatą dziewczynką”, które tylko wyciągają od rodziców pieniądze, ale skoro mogła z nich korzystać, to dlaczego miałaby postępować inaczej? Ojciec wystarczająco ją rozpieszczał, więc nie musiała o nic go prosić. Co miesiąc opłacał jej rachunki i wpłacał pokaźne sumy na jej konto, a ostatnio kupił jej nowy samochód by godnie reprezentowała jego firmę, w której miała staż co roku od października do czerwca, choć ten ostatni łatwiej było zaliczyć do wakacji, gdyż pracy nigdy nie było za wiele ze względu na to, że czerwiec zaliczał się do miesięcy, w których dużo ludzi rozjeżdża się na urlopy.
-Jaki piękny dzień.-powiedziała do siebie odsłaniając okno. To prawda, dzień był wyjątkowo ładny jak na aurę Wielkiej Brytanii. Poszła do kuchni by zaparzyć sobie kawy i zjeść jakieś śniadanie o ile cokolwiek znajdzie, bo jak zwykle zapomniała zrobić zakupy. Przyzwyczaiła się do tego, że w domu rodziców lodówka zawsze była pełna, gdyż zajmowała się tym Maria, ich gospodyni. Na szczęście udało jej się znaleźć resztę płatków owsianych i trochę mleka. Aby nie zapomnieć o uzupełnieniu zapasów, zapisała sobie to w telefonie.
Ellie, bo tak do niej wszyscy mówili, nie miała żadnych konkretnych planów na dziś z wyjątkiem spotkania ze swoją najlepszą przyjaciółką Michelle. Umówiły się na 14 w swojej ulubionej kawiarence nieopodal parku, bo zawsze milej jest poplotkować przy czymś słodkim.
-Ellie! Jak ja dawno Cię nie widziałam!-ucieszyła się Michelle na widok Ellie i podbiegając do niej, uścisnęła ją.
-Michelle, lepiej opowiadaj jak było w Rzymie. Te dwa tygodnie musiały być cudowne!-powiedziała Ellie siadając przy stoliku. Obie zamówiły sobie koktajle owocowe i pogrążyły się w opowieściach Michelle o wycieczce.
Po około dwóch godzinach, bo tyle im zajęło plotkowanie, Ellie wsiadła w samochód i ruszyła do domu, ale po drodze postanowiła zatrzymać się nad rzeką i korzystając z pięknej pogody, przejść się jej brzegiem. Nie spodziewała się tego co stanie się za chwilę. Kiedy szła brzegiem, zatrzymała się na chwilę, w tym samym momencie poczuła mocne uderzenie i wpadła do wody.
-Ratunku!-krzyknęła przerażona, gdy dotarło do niej co się dzieje.
-Podaj mi rękę!-usłyszała jak ktoś do niej woła z brzegu.
Otworzyła oczy i ujrzała wyciągniętą do niej męską rękę. Chwyciła ją i po chwili została wyciągnięta na brzeg.
-Nic Ci nie jest?-zapytał mężczyzna, który wyciągnął ją na brzeg.
-Nie, chyba nie.-odparła. W zasadzie nic jej nie było, z wyjątkiem tego, że była przemoczona i zapewne wyglądała okropnie z rozmazanym tuszem do rzęs. Na dodatek wszystko co miała w torebce musiało nieźle zmoknąć, wliczając w to portfel i telefon komórkowy, a także dokumenty.
-Bardzo przepraszam, nie zauważyłem pani-mówił z przejęciem ów mężczyzna.
-Proszę się nie przejmować, wszystko jest w porządku. Jestem tylko mokra.-uśmiechnęła się i spojrzała na niego.
Był to młody mężczyzna w wieku ok 23-28 lat. Miał czarne jak węgiel włosy i jasnoniebieskie oczy, oczy w których można było się zagubić. Szybko otrząsnęła się z tej myśli i wstała. Mężczyzna również się podniósł.
-Na pewno nic pani się nie stało?-zapytał ponownie przyglądając jej się dziwnie.
-Nie, wszystko w porządku.-odpowiedziała po raz kolejny. Gdzieś już widziała tą twarz. Była pewna, że widziała i to nie raz.
-Pozwoli pani, że pokryję koszty za zniszczone ubrania i zawartość torebki. Podam pani numer telefonu i umówimy się bym mógł za to wszystko zapłacić.-powiedział z uśmiechem. Podał jej wizytówkę.
-„Philip Southerton”-przeczytała w myślach. Podniosła wzrok na mężczyznę, ale jego już nie było.
-Dziwne. Bardzo dziwne.-pomyślała i ruszyła do samochodu.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


2010
grudzień (1)

2011
styczeń (1)
lipiec (1)

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (3)
wszystkie (3)

opowiadanie (1)wampiry (1)





Szablon wykonany przez Scarlet! Chcesz podobny? Zamów na GOODIES! Zdjęcia stąd i stąd.